Powstanie iwienieckie – akcja bojowa przeprowadzona 19 czerwca 1943 przez Polski Oddział Partyzancki z Ośrodka AK Stołpce, zakończona zdobyciem miasteczka Iwieniec w powiecie wołożyńskim i rozbiciem tamtejszego garnizonu niemieckiego.

Atak na Iwieniec przeprowadzono w celu uwolnienia aresztowanych członków miejscowej siatki konspiracyjnej oraz uprzedzenia analogicznej akcji sowieckiej. Za cenę niewielkich strat własnych polscy partyzanci na osiemnaście godzin wyzwolili miasteczko, uwolnili wszystkich więźniów oraz zlikwidowali od 40 do 150 Niemców i kolaborantów. Zdobyto także duże ilości broni, amunicji, żywności, sprzętu i innych towarów. Od 100 do 200 funkcjonariuszy białoruskiej policji pomocniczej dobrowolnie przyłączyło się do polskiego oddziału. Zdobycie Iwieńca było jednym z największych wystąpień zbrojnych w historii Armii Krajowej.

W odwecie za poniesioną klęskę Niemcy zamordowali około 150 mieszkańców Iwieńca. Ponadto latem 1943 w Puszczy Nalibockiej przeprowadzono zakrojoną na szeroką skalę operację przeciwpartyzancką, znaną pod kryptonimem „Hermann”.

Geneza Po klęsce wrześniowej powiat stołpecki wraz z resztą ziem kresowych znalazł się pod okupacją sowiecką. Z kolei po ataku Niemiec na ZSRR w czerwcu 1941 tereny powiatu zostały wcielone w skład Komisariatu Rzeszy Wschód. Niemcy wspierani przez białoruskich kolaborantów wymordowali większość miejscowych Żydów oraz stosowali bezwzględny terror wobec ludności polskiej. W tym samym czasie rozległa Puszcza Nalibocka stała się schronieniem dla czerwonoarmistów, którym udało się uniknąć niemieckiej niewoli, oraz dla Żydów zbiegłych z okolicznych gett. Na przełomie 1942/43 przerzuceni zza linii frontu sowieccy oficerowie i komisarze przystąpili do przekształcania owych luźnych grup niedobitków w regularne oddziały partyzanckie. Sowieccy partyzanci mocno dawali się we znaki miejscowej ludności, masowo rekwirując żywność, odzież i inne mienie. Nierzadko owe „operacje gospodarcze” przybierały formę zwykłego rabunku, któremu towarzyszyły pobicia, morderstwa oraz gwałty na kobietach.

Wkrótce po rozpoczęciu niemieckiej okupacji na terenach przedwojennego województwa nowogródzkiego zaczęły powstawać struktury Związku Walki Zbrojnej (przemianowanego w lutym 1942 na Armię Krajową). Już w listopadzie 1941 komenda Okręgu Nowogródzkiego ZWZ/AK wyznaczyła ppor. Aleksandra Warakomskiego ps. „Świr” na stanowisko komendanta Obwodu Stołpce (kryptonim „Słup”). „Świr” szybko nawiązał kontakt z zamieszkującymi na tym terenie oficerami i podoficerami WP. Jego bliskim współpracownikiem stał się w szczególności por. rez. Kacper Miłaszewski ps. „Lewald” – jeden z liderów miejscowej społeczności polskiej, cieszący się przy tym względnym zaufaniem sowieckich partyzantów. Początkowo działalność Obwodu „Słup” koncentrowała się na gromadzeniu zapasów broni i amunicji oraz infiltracji miejscowych struktur białoruskiej policji i administracji. Pomysł utworzenia polskiego oddziału partyzanckiego nie zyskał natomiast akceptacji komendy okręgu, posłusznej rozkazom Komendy Głównej AK w sprawie ograniczania akcji zbrojnych do chwili wybuchu powstania powszechnego. Dopiero czynniki takie jak rosnąca liczba zdekonspirowanych żołnierzy oraz werbunek polskiej młodzieży w szeregi sowieckiej partyzantki wpłynęły na zmianę stanowiska dowództwa okręgu. Impulsem do zorganizowania polskiego oddziału partyzanckiego stała się w szczególności masakra mieszkańców wsi Naliboki dokonana przez sowieckich partyzantów nocą 7/8 maja 1943.

3 czerwca 1943 w majątku Kul w głębi Puszczy Nalibockiej odbył się pierwszy werbunek w szeregi polskiego oddziału. Tego dnia zgłosiło się tam 44 ochotników, którzy stali się zaczątkiem przyszłego Zgrupowania Stołpeckiego AK. Miejscowe kierownictwo AK planowało początkowo, że na czele oddziału stanie ppor. Witold Pełczyński ps. „Dźwig”. Już pierwszego dnia został on jednak ranny na skutek przypadkowego wybuchu granatu. W tych okolicznościach komendę nad oddziałem objął por. „Lewald”. Wieści o utworzeniu polskiego oddziału szybko rozeszły się wśród miejscowej ludności. Mimo iż partyzanci przyjmowali w swe szeregi tylko uzbrojonych i umundurowanych ochotników, liczebność oddziału wzrosła w ciągu dziesięciu dni do 130 żołnierzy. Niedługo później do jednostki dołączyło jeszcze kilkunastu ochotników-kawalerzystów na czele z chor. Zdzisławem Nurkiewiczem ps. „Noc”, dzięki czemu możliwe stało się zorganizowanie konnego patrolu.

Puszcza Nalibocka pozostawała opanowana przez wielotysięczne zgrupowanie sowieckiej partyzantki, stąd – nie chcąc antagonizować niepewnych sojuszników – por. „Lewald” ukrywał swoje związki z Armią Krajową, skutecznie utwierdzając Sowietów w przekonaniu, iż utworzenie oddziału nastąpiło wyłącznie z inicjatywy miejscowej ludności polskiej. Za zgodą komendy okręgu „Lewald” formalnie podporządkował się pod względem taktycznym dowództwu sowieckiemu oraz przyjął szereg innych daleko idących żądań, nie mając jednak zamiaru realizować ich w praktyce. W porozumieniu z Sowietami jednostce nadano nazwę „Polski Oddział Partyzancki im. Tadeusza Kościuszki”. Uzgodniono ponadto podział Puszczy Nalibockiej na sektory polski i sowiecki oraz ustalono, że polscy i sowieccy partyzanci będą się zaopatrywać odpowiednio po zachodniej i wschodniej stronie granicy z 1939 roku.

Atak na Iwieniec Przygotowania Wkrótce po utworzeniu oddziału doszło do dekonspiracji polskiej siatki konspiracyjnej w Iwieńcu. W ręce Niemców i ich białoruskich kolaborantów wpadło od 20 do 80 członków i sympatyków Armii Krajowej. Aresztowania osobiście nadzorował sędzia Karaczun ze Stołpc, będący postrachem miejscowej ludności polskiej. Wywiad AK uzyskał informację, że okupanci zamierzają wywieźć więźniów do obozów śmierci w Kołdyczewie lub Małym Trościeńcu. W świetle tych doniesień komenda Ośrodka „Słup” podjęła decyzję o przeprowadzeniu uderzenia na garnizon niemiecki w Iwieńcu. Celem akcji miało być nie tylko uwolnienie więźniów, lecz również uprzedzenie analogicznej akcji sowieckiej. Polskie dowództwo obawiało się bowiem, że ewentualny sowiecki atak na Iwieniec mógłby spowodować duże zniszczenia materialne oraz niepotrzebne ofiary wśród polskiej ludności cywilnej.

W okresie II Rzeczypospolitej Iwieniec był stolicą jednej z gmin powiatu wołożyńskiego i liczył ok. 5 tys. mieszkańców. Po agresji 17 września 1939 władze sowieckie ulokowały w Iwieńcu siedzibę nowo utworzonego rejonu iwienieckiego, w którego skład weszła część terenów przedwojennych powiatów stołpeckiego i wołożyńskiego. Ze względu na fakt, iż ów podział administracyjny utrzymał się także w okresie niemieckiej okupacji, liczba mieszkańców wzrosła niemal dwukrotnie, a w miasteczku ulokowano silny garnizon. W czerwcu 1943 kwaterował tam oddział niemieckiej żandarmerii, liczący od kilkudziesięciu do 100 funkcjonariuszy. Dowodził nim znany z okrucieństwa Karl Cavill, zwany przez miejscową ludność „Czechem” lub „Sawinolą”. W skład iwienieckiego garnizonu wchodził jeszcze kilkusetosobowy oddział białoruskiej policji pomocniczej, a dodatkowe wsparcie stanowić mogło kilkudziesięciu niemieckich urzędników z miejscowego biura gospodarczego. Ponadto w dawnych koszarach KOP nad rzeczką Wołmą, położonych w odległości ok. 2 km od miasteczka, stacjonowały dwie kompanie Luftwaffe (skierowane tu na wypoczynek). Według szacunków Mariana Podgórecznego Iwieńca broniło łącznie ok. 700 policjantów, żołnierzy i urzędników (400 Niemców i 300 policjantów białoruskich). Z kolei Paweł Kosowicz obliczał liczebność garnizonu na ok. 500 ludzi.

Po uzyskaniu zgody komendy okręgu wyznaczono termin uderzenia na 22 czerwca. Wkrótce polski wywiad uzyskał jednak informację, że Niemcy przystąpili do umacniania swoich obiektów w mieście. Co więcej, na 19 czerwca zarządzono masowy pobór w szeregi Korpusu Białoruskiej Samoobrony oraz przymusowy wykup koni dla niemieckiej armii. Stwarzało to doskonałą okazję, aby niepostrzeżenie przemycić do miasteczka uzbrojonych partyzantów, stąd zapadła decyzja o przyspieszeniu akcji o trzy dni. Polskie plany przewidywały zaatakowanie Iwieńca zarówno od wewnątrz, jak i z zewnątrz: akcją wewnątrz miasteczka miał kierować pchor. Olgierd Woyno ps. „Lech”, który ulokował swój punkt dowodzenia w domu małżeństwa Dzierżyńskich. Miał on do dyspozycji członków miejscowej konspiracji oraz 60 partyzantów, którzy potajemnie przeniknęli do Iwieńca nocą 18/19 czerwca (w cywilnych ubraniach, z bronią krótką i granatami). Żołnierzy podzielono na cztery grupy, nad którymi dowództwo objęli: wachm. Jan Jakubowski ps. „Dąb”, plut. Walerian Żuchowicz ps. „Opończa”, plut. Józef Niedźwiedzki ps. „Szary” i plut. Bolesław Nowakowski. Ich zadaniem miało być zdobycie posterunków niemieckiej żandarmerii i białoruskiej policji, a także opanowanie poczty i niemieckiego biura gospodarczego. oddział pod dowództwem ppor. Walentego Parchimowicza ps. „Waldan” miał zaatakować koszary nad Wołmą i uniemożliwić kwaterującym tam żołnierzom Luftwaffe przyjście z pomocą garnizonowi miasteczka. oddział pod dowództwem por. Kacpra Miłaszewskiego ps. „Lewald”, dysponujący dwoma ckm, miał za zadanie zablokować drogę wiodącą z koszar do centrum Iwieńca. zwiad konny pod dowództwem chor. Zdzisława Nurkiewicza ps. „Noc” miał ubezpieczać drogi wiodące do Stołpc i Rakowa.

Z meldunków sowieckich partyzantów odnalezionych w białoruskich archiwach wynikało, że w akcji pośrednio uczestniczyła Brygada Partyzancka im. Czkałowa, która na prośbę Polaków ubezpieczała drogi prowadzące do Wołożyna i Rakowa. Nie potwierdzają tego jednak polskie źródła.

Przebieg powstania thumb|Iwieniec, kościół sw. Michała, 1918–1939, Atak na Iwieniec rozpoczął się dokładnie w południe 19 czerwca, w porze obiadowej, gdy czujność okupanta była najsłabsza. Na sygnał kościelnych dzwonów bijących na Anioł Pański żołnierze AK przerwali linie telefoniczne wiodące do miasteczka, po czym bez większych trudności opanowali budynek poczty oraz niemieckie biuro gospodarcze (zastrzelono przy tym jednego urzędnika). Partyzanci zniszczyli także most nad Wołmą. Grupa pod dowództwem wachm. „Dęba” po uprzednim unieszkodliwieniu wartowników otoczyła siedzibę białoruskiej policji i wezwała funkcjonariuszy do kapitulacji. Najwyższym stopniem policjantem przebywającym w tym czasie na posterunku był zastępca komendanta st. sierż. Stefan Poznański, podoficer przedwojennej Policji Państwowej, a zarazem członek AK. Na jego rozkaz policjanci – wśród których przeważali Polacy, w wielu wypadkach członkowie i sympatycy AK – złożyli broń i opuścili budynek. Jedynie niewielka grupa funkcjonariuszy przybyłych kilka dni wcześniej z Połocka usiłowała stawiać opór. Wszystkich błyskawicznie zastrzelono.

Nie powiodła się natomiast próba błyskawicznego opanowania posterunku niemieckiej żandarmerii. Co prawda żołnierze dowodzeni przez sierż. „Opończę” zdołali bezszelestnie rozbroić dwóch wartowników, lecz strzelanina, która wybuchła w rejonie kwater białoruskiej policji, zaalarmowała pozostałych Niemców. Jeden z żandarmów zdołał zaryglować drzwi do budynku i zabić granatem kpr. Jana Niedźwiedzkiego ps. „Janek”. Partyzanci Jan Misiaczek ps. „Miś” i Jan Bryczkowski ps. „Zew” zdołali jeszcze dostać się otwartym oknem do wnętrza posterunku, po czym, zniszczywszy przy użyciu granatów radiostację wraz z centralą telefoniczną, powrócili do kolegów. Żandarmi, ochłonąwszy z zaskoczenia, zorganizowali silną obronę. Żołnierze AK uzbrojeni wyłącznie w broń krótką i granaty nie zaryzykowali frontalnego szturmu. W trakcie wymiany ognia poległ jeden z partyzantów, a drugi otrzymał śmiertelną ranę. Podchorąży „Lech” wraz z jeszcze jednym żołnierzem odnieśli lekkie obrażenia.