Katastrofa promu na Motławie – katastrofa, do której doszło 1 sierpnia 1975 roku w Gdańsku. W jej wyniku zginęło 18 osób.
Historia Feralnego dnia w Gdańsku odbywał się jarmark dominikański. Do miasta przyjechało wielu turystów, był środek sezonu turystycznego.
Aby ułatwić turystom i mieszkańcom komunikację pieszą w Śródmieściu, przez Motławę uruchomiony był prom linowy łączący ulicę Wiosny Ludów z ulicą Sienna Grobla. Na przeprawie promowej kursowały dwa promy starego typu o kształcie prostokątnej tratwy. Prom numer 2, który uległ katastrofie, nie posiadał żadnych zbiorników balastowych, jak również nie miał wyróżnionej rufy ani dziobu. Wchodziło się do niego z jednej strony, a pokład opuszczało stroną drugą. Analogicznie odbywał się przejazd ludzi w drugim kierunku. Środkowa część promu była osłonięta blaszanym dachem, a boki brezentowymi ściankami. W momencie katastrofy to rozwiązanie stało się pułapką dla pasażerów. Zginęli ludzie, którzy zostali uwięzieni w obudowie promu oraz wciągnięci wirem spowodowanym przez tonącą jednostkę.
Katastrofa 1 sierpnia w środku dnia nad Gdańskiem przeszła ulewa, po godzinie 14 nie jeździły tramwaje, toteż część ludzi skorzystała z promu, by nie iść pieszo. Do wypadku doszło około godziny 15, gdy prom stojąc na rzece czekał na przepłynięcie stateczku Żeglugi Gdańskiej „Maryla”, który kierował się w kierunku morza. Statek zaczepił o napięte liny stalowe, po których prom był prowadzony. „Maryla” pociągnęła liny, wciągając prom pod wodę. Osoby znajdujące się pod zadaszeniem miały niewielkie szanse na wydostanie się na otwartą część i ewentualną ucieczkę do wody. W chwili gdy statek zaczepił linę, ławki i wyposażenie poprzewracały się, tarasując wyjście. Prom zatonął w ciągu niecałej minuty.
Akcja ratunkowa Początkowo osoby, które nie poszły ze statkiem na dno, ratowały innych. Józef Piechowski, chociaż został wciągnięty pod wodę i opadł na dno po kolana, wyrwał się w górę. Na powierzchnię wyciągnął też innego pasażera promu. Natychmiast do akcji ratunkowej przystąpił kapitan „Maryli” oraz inne okoliczne jednostki. Kilka minut po katastrofie ówczesny kapitan Portu Gdańskiego Zbigniew Grabski otrzymał wiadomość o zatonięciu promu. Natychmiast udał się szybką motorówką i przy użyciu sprzętu ratowniczego Portu i Ligi Obrony Kraju przystąpił wraz z innymi do akcji ratunkowej. Do pomocy włączono też jednostki specjalne Marynarki Wojennej. Po wyciągnięciu kilku ciał dźwig ze Stoczni Gdańskiej przystąpił do podnoszenia statku. Znaleziono w nim 15 ciał przyczepionych do sufitu. Łącznie w tym dniu odnaleziono 16 ciał. 2 sierpnia, już po podniesieniu jednostki, na miejsce katastrofy przybył nurek Marynarki Wojennej Andrzej Liszewski, celem odnalezienia miejsca, w którym statek pasażerski zaczepił o linę. Znalazł on jeszcze dwa ciała: chłopca zaplątanego w linę stalową oraz starszego mężczyzny. Promem podróżowało blisko 40 osób. Życie straciło 18 z nich.
Lista zabitych mały|Tablica pamiątkowa przy Przedsiębiorstwie Robót Wiertniczych Hydropol w Gdańsku
Mieszkańcy Gdańska: Jan Butio (lub Butia) Hieronim Greszkiewicz Roman Stefaniak Józef Jaworski Wiesław (lub Witold) Grzela Elżbieta Niemczyk Henryk Dziaduch Edmund Odalski Jan Matusiewicz Marianna Bal Leszek Pawełczyk Marian Skiba Mieszkańcy Gdyni: Marianna Kudlicka Marian Wilschenbach Mieszkańcy Sopotu: Paweł Szlagowski Stefan Rapała (lub Rapola) Konstanty Prokopowicz Ginter Roter z Pruszcza Gdańskiego
Dochodzenie i wyjaśnienie Przyczyną zatonięcia „promu nr 2” było zerwanie przez statek pasażerski „Maryla” linii stalowej, która służyła do napędu tego promu. W czasie kiedy prom odbijał od brzegu, do przeprawy dopływał statek pasażerski, który nie został dostrzeżony. Chociaż z „Maryli” rozległ się gwizdek, to załoga promu go nie usłyszała lub zlekceważyła. Ruszający prom podniósł i naprężył linę tuż pod powierzchnią wody. W momencie, gdy statek pasażerski doszedł do liny, ta przeszła pod całym kilem, zahaczyła o śrubę napędową i została zerwana. Poprzez to prom został gwałtownie szarpnięty, nabrał wody i poszedł na dno.
Oskarżonym o spowodowanie wypadku został Jerzy Kozłowski, który przez Zarząd Dróg i Mostów w Gdańsku został wyznaczony kierownikiem promu. W toku wyjaśnień na jaw wyszło, że miał on niedosłuch. Stwierdzono również encefalopatię o nieustalonej etiologii. Ponadto stwierdzono lekkie upośledzenie.
Sprawa trafiła do izby morskiej. 26 listopada 1975 roku Izba Morska przy Sądzie Wojewódzkim w Gdańsku pod przewodnictwem sędziego Eugeniusza Jabłońskiego oraz kapitanów Żeglugi Wielkiej: Eustachego Wiśniowskiego i Józefa Struga wydano orzeczenie. Izba orzekła, że winę za katastrofę ponosi Zarząd Dróg i Mostów w Gdańsku. Ustalono też, że do zdarzenia przyczynił się również Urząd Morski w Gdyni i kapitanat portu w Gdańsku.
Wyrok zapadł w styczniu 1977 roku. Promowy skazany został na 11 miesięcy pozbawienia wolności, z zawieszeniem na 3 lata.
Przypisy
Bibliografia Bohdan Szermier, „Katastrofa promu na Motławie” (magazyn „30 Dni” ) Jerzy Bitner, „Prom tonie” („Nasze Morze” 9/2010).
Linki zewnętrzne Zdjęcie promu i miejsca katastrofy
Kategoria:Katastrofy w Gdańsku Motława Motława Kategoria:1975 w Polsce Kategoria:Transport w Gdańsku Kategoria:Śródmieście (Gdańsk) Kategoria:Katastrofy morskie w Polsce